Anglia praca
Pani Bogusława z Pszczyny znalazła ogłoszenie o pracy w Anglii. Nie przypuszczała, że ona i jej rodzina padną ofiarami naciągaczy, którzy wyłudzają pieniądze od naiwnych rodaków.Pani Bogusława była już parę razy na Wyspach: – Jestem z wykształcenia ogrodnikiem i pomyślałam, że to praca w sam raz dla mnie. Odebrała miła kobieta, z głosu wywnioskowałam, że w średnim wieku. Mówiła, że ma na imię Basia. Praca była od zaraz, za 6,5 funta na godzinę. Powiedziała, że trzeba mieć 200 funtów na kaucję, potem do zwrotu, oprócz tego 50 funtów za mieszkanie i 70 na ubezpieczenie.
Kobiety ustaliły, że pani Bogusława w ciągu kilku dni przyjedzie do Londynu. Niespodziewanie okazało się jednak, że ze względu na niepełnosprawnego syna musi zostać w kraju. Pracę odstąpiła więc siostrze, szwagrowi i kuzynowi. Cała trójka wyjechała do Anglii w minioną niedzielę.
- Byłem z tą panią umówiony, że odbierze nas z dworca Wiktorii w Londynie. Gdy zadzwoniłem, że jesteśmy na miejscu, kazała nam jednak wsiąść do autobusu jadącego do Langley. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Wyszedł do nas bardzo miły chłopak, mógł mieć ze 25 lat. Zaprowadził nas do bardzo luksusowego domu kilka ulic dalej – opowiada pan Jacek.
Tu spisano umowy, a młodzieniec skasował pieniądze. W tym momencie z pokoju wyszedł drugi mężczyzna, podarł umowy i bez ogródek stwierdził:
- A teraz możecie spierdalać.
Jacek: – Byliśmy w szoku. Wyglądało na to, że może być jeszcze gorzej i nie wyjdziemy z tego żywi. Wyszliśmy na zewnątrz, ale po chwili, gdy emocje trochę opadły, wróciliśmy do drzwi. Nikt już nie otwierał – mówi pan Jacek.
Cała trójka wezwała na pomoc znajomego, który od dawna mieszka w Anglii. Gdy przyjechał, postanowili zawiadomić policję. Okazało się, że posterunek w niedzielę jest nieczynny. – Znajomy wieczorem wracał do Polski, więc zabraliśmy się z nim. Musieliśmy tak zrobić, bo nie mieliśmy przy sobie już żadnych pieniędzy – mówi pan Jacek, który razem z żoną i kuzynem wczoraj wieczorem wrócił do kraju. – Może byliśmy naiwni, ale ci ludzie naprawdę wzbudzali zaufanie. Teraz chciałbym przestrzec innych, żeby nie dali się nabrać.
Bogusława: – Jest mi przykro, że naraziłam ich na taką przygodę. Poza tym straciłam 2,5 tysiąca złotych, bo tyle pożyczyłam kuzynowi na wyjazd.
Dodzwoniliśmy się do pani Barbary, która zamieściła ogłoszenie w gazecie: – To wszystko nieprawda. W niedzielę rzeczywiście przyjechała trójka Polaków i na Wiktorii kazałam im czekać na kierowcę. Gdy przyjechał, już ich nie było, nie wiem, gdzie się podziali – tłumaczy kobieta.
Mówi, że pracuje w szklarni w miejscowości Marlow. O pomoc w znalezieniu pracowników poprosił ją podobno angielski szef.
Tymczasem londyńska policja od jakiegoś czasu walczy z naciągaczami, którzy wyłudzają pieniądze od naiwnych rodaków. Metoda zawsze jest taka sama. Najpierw zapłata kaucji, potem podarcie umowy i ucieczka oszustów.
Infolinia brytyjskiej policji
Podobne przypadki oszukani mogą zgłaszać pod numerami:
07772 465 730 – infolinia w języku polskim,
Dlaczego my Polacy oszukujemy sie nawzajem? Inne narody sie z nas smieja . Nawet Pakole uwazaja , ze Polacy to durnie ,
Pozdrawiam Wszystkich
Archiwum X
