Kategoria: Korupcja

Feb 27 2010

Afery korupcyjne w Polsce

Afery korupcyjne w Polsce  z udziałem urzędników państwowych, oraz kontrowersyjne artykuły o tym w prasie nie sa nowoscia ! Czasami ktoras z lokalnych gazet jest pod wplywem jakies partii politycznej , dlatego stara sie pisac przychylne opinie na ich temat. Wiekszosc gazet opisuje pewne wydarzenia bardzo stronniczo. Niewidzialna sila stara sie kontrolowac internet. Rzad chce kontrolowac internet wprowadzajac przymusowa rejestracje blogow. Mam czasami wrazenie , ze komuna robila to samo. W zeczywistosci nikt z nas nie jest w stanie powiedziec , ze komuna byla czyms zlym. Moi rodzice mieli prace , zylo nam sie dobrze, a za czasow Gierka Polska sie rozbudowala,domy rosly jak na drozdzach.Komuna nie byla w rzeczywistosci  czyms zlym.Jedynym problemem byla cenzura, czyli to co teraz rzad chce zrobic z internetem i prasa.Co niektorzy mowia , ze nie bylo wolnosci. Ok, a teraz jest?

Politycy kontroluja wolnosc slowa w tym kraju , odbieraja ostatnia nadzieje dostania jakiejkolwiek pracy . Politycy zniszczyli rodzimy przemysl ,politycy zniszczyli lokalny handel zastepujac go sieciami sprzedazy takimi jak Biedronka , gdzie ludzie sa ponizani za 560 zl. Politycy zniszczyli wszystko to co stworzyla komuna.

lapowka

Politycy  okradaja nas z wszystkiego co jeszcze nam pozostalo , nasz kochany kraj umiera powolna smiercia.

Dlatego musimy uciekac z kraju w poszukiwaniu pracy. Miliony Polakow pracuje na wygnaniu. To rzad ich wygnal odbierajac im czlowieczenstwo. Polska to kraj ludzi bezrobotnych .

Kolejne rzady zapewniaja  nas przed wyborami , ze bedzie lepiej , a po wyborach oszukuja i kradna.

Bezrobocie w Polsce jest najwieksze od 10 lat !! Polowa obywateli naszego kraju jest na wygnaniu na emigracji , bo w Rzeczpospoitej Zlodziejskiej nie da sie zyc ……… a bezrobocie wciaz rosnie!!!! :)

Witamy w Rzeczpospolitej Zlodziejskiej.

Kaczynski,Tusk,Balcerowicz,Kwasniewski,Miller,Giertych,Lepper,Oleksy,Geremek, -ci ludzie zmienili nasz kraj , jest nie do poznania…………ja bynajmniej tego kraju poznac nie moge :)

Pozdrawiam Wszystkich

Archiwum X

Feb 11 2010

Polityk, który budzi w was największe zaufanie

1 Donald Tusk

2 Zyta Gilowska

3 Aleksander Kwasniewski

4Leszek  Barcelowicz

5 Andrzej Leper

6  Bracia Kaczynscy

7 Tadeusz Mazowiecki

8 Lech Walesa

9 Kazimierz Marcinkiewicz

10 Jan Rokita

wiarygodni politycy

Tym ludziom mozna zaufac w 100%.Sa to ludzie bardzo uczciwi i solidni w tym co robia.W przeciagu zaledwie kilku lat po obaleniu komuny zmienili kraj – jest teraz nie do poznania.

Ja go poznac nie moge :)

Gdyby nie oni wierzcie mi na slowo Polska by byla zupelnie inna.

Co o nich myslicie?

Cytat “polityk to taka osoba, która jedną ręką do kamery głaszcze małe dziecko po głowie, a drugą ręką kradnie mu cukierki”.

Wejdzcie na nasze forum bez cenzury i piszcie >>>>>>>>>>.

Pozdrawiam Wszystkich

Archiwum X

Feb 11 2010

Korupcja w Polsce

W Polsce nikt nie szacuje albo nie chce szacowac skali korupcji. Ani jeden urząd nie ma wyliczeń, z których wynikałoby na jaką kwotę opiewają tego typu zjawiska. Ani skorumpowane i upolitycznione  CBA, ani którekolwiek ze skorumpowanych ministerstw. W tłumaczenia, że nie da się tego określić nie można uwierzyć, bo są instytucje, które kwoty takie szacują w skali globalnej. Na całym świecie to koszt około 300 mld dolarów.


Zamieszanie wokół tzw. afery hazardowej spowodowało, że znów zrobiło się głośno o problemie korupcyjnych powiązań na styku polityki i biznesu.

Żadna z organizacji zajmujących się korupcją – Transparency International, Fundacja Batorego – oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne nie mają takich szacunków mówiących o tym ile tracimy przez ten proceder w Polsce.

Kazdego dnia nie ma gazety,ktorej sa jakies afery i korupcje.Nie ma partii politycznej ktora mialaby czyste rece.

Wszyscy biora lapowki w miare mozliwosci.

Proceder ten byl i bedzie zawsze – nic niestety na to nie poradze :(

Dlatego wyjechalem za granice i mam z tym swiety spokoj.

Pozdrawiam Wszystkich

Archiwum X

Dec 20 2009

Polska gospodarka/Plan Balcerowicza

Bleszek_fuck

Plan Balcerowicza jest najczęściej krytykowany za to, że przyczynił się do znacznego spadku stopy życiowej licznych grup ludności, zwłaszcza pracowników niedochodowych przedsiębiorstw państwowych oraz pracowników PGR-ów, tworząc obszary nędzy i strukturalnego bezrobocia, które w wielu miejscach trwa aż do dzisiaj. Niektórzy ekonomiści zarzucali też planowi Balcerowicza zbyt słabą ochronę rynku wewnętrznego w czasie transformacji oraz dopuszczenie do wieloletniej zapaści całych branż przemysłu na skutek braku jakiejkolwiek państwowej polityki wpływania na jego strukturę.

Jak to wygladalo w praktyce?Znalazlem swietna strone,ktora opisuje “geniusz” Planu balcerowicza
A wiec:

Kilka przykładów geniuszu Balcerowicza
- Spowodował osiemnastomiesięczne (!) zamrożenie kursu dolara, przy równoczesnym, sięgającym 90% rocznie (!!), bankowym oprocentowaniu kapitału złotówkowego, co pozwoliło niebieskim ptakom całego globu przywieść nad Wisłę wagony dolarów, a kilkanaście miesięcy później wywieźć znad Wisły dwa i pół raza tyle (prawie 250%!!!). Za ten wymarzony “numer” cwaniacy Wschodu i Zachodu winni solidarnie wznieść panu Balcerowiczowi pomnik o wysokości Wieży Eiffla, i to ze szczerego złota, którego ciężar byłby lichym ułamkiem ich “doli”. Historia ekonomii zna niewiele finansowych “przekrętów”, które miały skalę porównywalną. – Wychładzał gospodarkę podczas gdy należało ją podgrzewać. – Sprzedał polskie zloto (ponad 150 ton) kiedy było w absolutnym dołku cenowym. Polska straciła na tym ok. 2,5 mld dolarów. – Przeszedł w rozliczeniach zagranicznych z rozliczeń dolarowych na euro w momencie wprowadzenia euro, a wiec nieustabilizowanym kursie. Po tym euro spadło z $1,15 do $0,89. A wiec siła nabywcza polskiej rezerwy walutowej spadła o prawie 30%, czyli ok. 15 mld$. – Ostatnie jego posunięcia są wręcz fatalne. Przy prawie zerowej inflacji utrzymywanie stóp na tak wysokim poziomie jest czystym absurdem. W USA w podobnej sytuacji stopy spadły poniżej 2%. – Panu Balcerowiczowi pomyliły sie role jaką powinien spełniać pieniądz w gospodarce. Pieniądz ma spełniać służebna rolę względem gospodarki i rozwoju kraju a nie odwrotnie jak to sie zdaje panu Leszkowi B.Geniusz Balcerowicz zaciagnal kredy i ulokowal w obligach USA – 30 mld Dolarow!!
Przy kursie dolara ponad 4 zl. Na ten cel wyemitowano obligacje – wiekszosc na dlugi okres o stalym procencie – 15% i wiecej. Obligacje USA byly na 1-2%
Polska na tym stracila na przestrzeni lat ponad 100 mld USD – ukrywanych jako straty NBP.
itd, itd, itd… I oto ten gwiazdor trząsł Polską gospodarką, co czyni ją permanentnym dłużnikiem, bez końca spłacającym długi boleśniejsze każdego roku. Za co kochają go wszyscy finansowi spekulanci tej Ziemi.
Na początku lat 90-tych ten geniusz podniósł oprocentowanie kredytów już wziętych z 8 do 40%. Dzięki tej wspaniałej decyzji tysiące polskich firm zbankrutowało i powstało duże bezrobocie. Wkraczające na nasz rynek zachodnie firmy nie miały specjalnie z kim konkurować, ale miały za to tanią siłę roboczą, do dnia dzisiejszego zresztą wiele się w tym temacie nie zmieniło. Nic więc dziwnego ,że na zachodzie go chwalą, bo działał i działa w ich interesie, ale nikt go tam nie zatrudni, bo prywatnie uważają go za zdrajcę. Przypomnę , że Balcerowicz również maczał swoje paluchy w wyprzedaży prawie całego polskiego sektora bankowego w zachodnie ręce za 10% wartości. Wyprzedano ponad 80% polskich banków-tak własnie wygląda polityka w Polsce, więc nie dziwcie się , że tu dobrze nigdy nie będzie.

Plan Balcerowicza
Gdy przyjrzymy się sytuacji gospodarczej i społecznej naszego kraju po szesnastoletnim okresie tzw. transformacji ustrojowej, wyraźnie widzimy, że Polska znajduje się na kolejnym ostrym wirażu swej historii. Jaki jest bilans zysków i strat po tzw. przyspieszonej prywatyzacji (czytaj: grabieży) majątku narodowego oraz wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej? (1, 2, 3, 4, 5)
Istotę przemian gospodarczo-ustrojowych po 1989 roku dosyć dobrze oddaje sformułowanie “wielki przekręt”. Przyczyna obecnego kryzysu gospodarczego tkwi właśnie w przekrętach, które miały miejsce w ciągu ostatnich 16 lat, gdyż w trakcie próby budowy kapitalizmu po komunizmie – w toku tzw. restrukturyzacji przemysłu po 1989 roku, prowadzonej przez ekipy rządowe różnych barw – doszło do prawie darmowej wyprzedaży większości narodowego majątku obcym inwestorom. Okres ten to bezprecedensowe w skali świata ogołocenie Narodu Polskiego z jego własności. Nie byle jaki to przekręt, w którym majątek banków i przemysłu został upłynniony za mniej więcej 10 proc. jego rzeczywistej wartości. Na taką to ogromną skalę zostało okradzione społeczeństwo, żeby zainkasować prowizje, stanowiące tylko nikły procent wartości sprywatyzowanego kapitału.
Pozbawiona zysków (należnych już teraz zagranicznym właścicielom) państwowa gospodarka staje się kapitalistyczna, choć w kraju zostają tylko dochody z pracy, czyli płace. Z obcym kapitałem i lokalną siłą roboczą (pracą) Polska staje się krajem, który niejako musi żyć z dnia na dzień, z “gołej” pensji. Możliwości zakumulowania własnego kapitału wyłącznie w oparciu o zarobki pracownicze (ciągle wielokrotnie mniejsze niż w innych krajach UE) są nikłe. Bez właściwej polityki państwa równie małe są szanse na wyrwanie się z niefortunnej sytuacji, gdzie tylko praca jest własna.55620
W kontekście tych przemian własnościowych może nasunąć się jeszcze bardziej czarny scenariusz, mianowicie, że w “niekompletnym kapitalizmie” nie chodzi już wcale o relacje poddaństwa między Polakami, właściwie bez kapitału, a innymi narodami, które ten kapitał w większości przejęły. Istotą przemian ustrojowych jest więc nie uwolnienie Narodu, ale jego zniewolenie.
Prawdziwe skutki tych zmian w gospodarce, w jej systemie instytucji, mogą być w pełni zauważone, kiedy chora gospodarka znajdzie już wyraz w chorej polityce. Z gospodarką głównie w rękach zagranicznych można oczekiwać, że polityka też może przejść w ręce zagraniczne, gdyż bardzo trudno oderwać politykę od gospodarki. Wtedy raczej trudny do ogarnięcia fakt pozbawienia Narodu jego kapitału znajdzie już przełożenie na namacalny bieg życia politycznego. Znalazły się bowiem partie (SLD, UP, SDPL, PO, SD), które przystosują się do odmiennej rzeczywistości, wiążąc swój los z obcym kapitałem. Najłatwiej to przyjdzie tzw. liberalnym ośrodkom, których dotychczasowe działania pozwoliły obcemu kapitałowi wykluczyć z gry polski kapitał.

Plan Balcerowicza, czyli brak planu i szans dla Polski
Siedemnaście lat temu ogłoszono Narodowi, że cała gospodarka jest do niczego. Należy więc dokonać prywatyzacji całej gospodarki, by po sprywatyzowaniu poprzez lepsze zarządzanie sprostać panującej w kapitalizmie konkurencji. Wmawiano nam, że prywatyzowane zakłady warte są tyle, ile gotów jest zapłacić kupujący. Abstrahując od demagogii powyższego stwierdzenia, narzuca się podstawowe pytanie – do kogo została skierowana oferta sprzedaży? Przecież nie do polskiego społeczeństwa, które było i jest ubogie i nie posiada własnego kapitału. Kto więc mógł być potencjalnym nabywcą prywatyzowanych zakładów? Formalnie kapitał obcy. Rodzime “elity” też nie dysponowały odpowiednimi sumami. Okazało się jednak, że niektórzy niezbędny kapitał mogli pozyskiwać w bankach, przy przychylności “swoich”, niewymagających koniecznych zabezpieczeń gwarancyjnych. Ze spłatą kredytów bywało różnie. “Wybrani przedstawiciele społeczeństwa” z tzw. układów mogli też korzystać z “okazji” wynikających z niedoskonałych przepisów, za sprawą których powstały afery: alkoholowe, tytoniowe, rublowe, FOZZ, węglowe, spółek nomenklaturowych na obrzeżach i wewnątrz państwowych (społecznych) zakładów. O tym się mówiło, pisało, ale nic ponadto. Dla ulżenia budowniczym polskiego kapitalizmu, tej awangardzie nowego systemu, doprowadzono do zapaści finansowej olbrzymią liczbę przedsiębiorstw. Jak osiągnięto ten zamierzony cel? Sposób był prymitywnie prosty. Jak doskonale pamiętamy, firmy w PRL-u nie dysponowały własnym kapitałem – bo nie można inaczej powiedzieć o skromnych środkach, umożliwiających funkcjonowanie firmy z miesiąca na miesiąc. Kiedy brakowało na wypłatę zobowiązań wobec załogi, bank udzielał niskooprocentowanego kredytu. Było to działanie rutynowe. W tej sytuacji wystarczyło dokonać blokady kredytowej, aby przedsiębiorstwo państwowe lub inną firmę, której właścicielem było państwo, występujące jednocześnie w roli ustawodawcy, doprowadzić przez to państwo do bankructwa. W okresie tzw. przemian zanotowano pierwszy przypadek w historii świata, żeby państwo (czytaj: rządząca nim, uwłaszczona na bazie zagrabionego majątku narodowego nomenklatura) celowo doprowadzało do bankructwa swoją gospodarkę. Dokonano destrukcji całej gospodarki państwa. By niczego nie pominąć w destrukcyjnym działaniu, otwarto na oścież granice. Kazano gospodarce socjalistycznej, już mocno nadwerężonej, konkurować z gospodarką kapitalistyczną, mającą ogromne doświadczenie, zaplecze, potężne wsparcie tradycji i olbrzymi kapitał własny, uzupełniony otrzymanym za bezcen kapitałem banków państw Europy Centralnej. Przypomnijmy: nasza gospodarka, zarządzana centralnie, nie dysponowała własnym kapitałem, by o innych sprawach już nie wspominać. Otwarto rynek zbytu dla towarów produkcji zachodniej, nic nie dając w zamian rodzimemu przemysłowi.
Stało się to normą i standardem polskich przemian ustrojowych, rozpoczętych przez ekipę Unii Wolności (Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski) i kontynuowanych przez towarzyszy z SLD i UP w ramach układu pookrągłostołowego.

Oficjalne założenia tzw. planu Balcerowicza były skoncentrowane zasadniczo na trzech parytetach:
1) zdławienie inflacji,
2) wprowadzenie wewnętrznej wymienialności polskiej waluty,Kutz_Balcerowicz
3) wprowadzenie praw rynkowych w gospodarce.
Aby zrealizować powyższe założenia, wprowadzono trzy czynniki:
a) lichwiarskie stopy procentowe w bankach,
b) wewnętrzną wymienialność złotego,
c) liberalizację przepisów celnych, które zgodnie z założeniami praw rynkowych miały samoczynnie pobudzać polską gospodarkę, od wielu lat, między innymi na skutek stanu wojennego, będącą w stanie recesji. Miała zadziałać niewidzialna moc praw rynkowych i pobudzić gospodarkę do wzrostu i konkurencyjności.
Ten plan zaczął realizować rząd, który będąc w imieniu Narodu zastępczym właścicielem gospodarki, miał najświętszy obowiązek zadbać o powodzenie i stan posiadania państwa i wszystkich jego obywateli. Jaki mógł być efekt takiego planu – przy szczególnej specyfice polskiej gospodarki, osadzonej przez ostatnie dziesięciolecia w strukturach RWPG i kierującej swój produkt przede wszystkim do wschodniego sąsiada, który także stał się bankrutem i mógł płacić rublową makulaturą – można było przewidzieć.
Bankructwo gospodarki
Jak wiemy, na początku przemian nie zbankrutowała cała gospodarka. Egzystencję mogli zachować: energetyka, przemysł paliwowy, eksporterzy surowców posiadających wcześniej przetarte rynki zbytu (miedź, siarka). Katastrofa dotknęła całe gałęzie przemysłu, takie jak:
- przemysł metalowy,
- przemysł zbrojeniowy,
- przemysł pracujący na potrzeby budownictwa (fabryki domów, cementownie),
- prawie 100 proc. PGR i RSP,
- większość przemysłu
rolno-spożywczego,
- górnictwo,
- hutnictwo,
- przemysł stoczniowy,balcerowicz
- marynarka handlowa
i rybołówstwo,
- przemysł tekstylny.
Wiele zakładów, dokonując ogromnego wysiłku, obroniło się w pierwszej fazie przemian, ale podupadło w dalszej kolejności bądź też boryka się z trudnościami do dzisiaj.
Komu i czemu miał służyć tzw. plan Balcerowicza? Rozumując logicznie, kiedy rząd wprowadza plan, powinien on służyć państwu i społeczeństwu. Wynika to z ustaw zasadniczych, którym rząd jest podporządkowany. W państwie prawa rząd nie jest oderwaną grupą ludzi i ekspertów, która może w sposób dowolny i sobie tylko znanymi metodami realizować cele, świadome jedynie ugrupowaniu politycznemu, z którego się wywodzi.

Cele programu gospodarczego i metody sprawowania władzy powinny zostać ściśle określone i muszą być podporządkowane dobru państwa i Narodu. Czy tak było w przypadku tzw. planu Balcerowicza, który realizowały bez zasadniczych zmian wszystkie następne ekipy rządowe z pominięciem rządu Jana Olszewskiego, który:
1) wstrzymał tempo patologicznej prywatyzacji,
2) powołał policję celną,
3) czynił starania w sprawie powołania Prokuratorii Generalnej (instytucji chroniącej interes państwa w procesach prywatyzacyjnych).
Wprowadzając powyższe zmiany do niedopracowanego i szkodzącego Polsce planu, który był realizowany przez poprzednie ekipy (Mazowieckiego i Bieleckiego), rząd Olszewskiego stał się zagrożeniem dla porozumień Okrągłego Stołu i został w dramatycznych okolicznościach obalony.
Pretekstem do obalenia rządu Olszewskiego stało się wykonanie uchwały sejmowej (paradoksalnie!) dotyczącej lustracji, przed którą – jak dowiodło życie – nie można było uciec. Rząd premiera Olszewskiego był dotąd jedynym rządem, który miał dodatni bilans w handlu zagranicznym i deficyt mniejszy od planowanego.

Szkolne błędy czy zamierzone działanie?
Z dostępnych danych wynika, że już w okresie stowarzyszeniowym z UE straciliśmy więcej majątku niż w wojnie z Hitlerem. Oblicza się, że straty Polski w wyniku niemieckiej agresji z lat 1939-1945 wynosiły około 500 mld USD (można przyjąć, że przejęte przez ZSRS polskie ziemie z istniejącym na nich majątkiem stanowią stratę porównywalną). W wyniku akcesji do UE Polska straciła (wg różnych źródeł) od 600 mld USD do 2 bln USD. W wyniku akcesji do UE i spłat długów w latach 2004-2006 Polska ponosi straty w wysokości ok. 80 mld USD rocznie (4). Trudno pojąć ekonomiczny sens tego stowarzyszenia i akcesji do UE – komu rzeczywiście ma on przysporzyć korzyści? Czy możemy głosić poglądy, że obcy kapitał odbuduje nam gospodarkę? Taką okazję w stosunku do Europy Centralnej miały kraje Europy Zachodniej w ciągu ostatnich 16 lat. Przecież w okresie powojennym (w latach 1948-1952) kraje te same korzystały z programu odbudowy Europy (w ramach programu USA, tzw. planu Marshalla, ogólna suma pomocy w towarach i kredytach wynosiła w całym okresie pomocy 16,4 mld USD, co współcześnie odpowiada kwocie kilkuset miliardów dolarów). Obecnie o akcesji do UE wiemy, że w latach 2004-2006 Polska otrzymała 3,4 proc. wszystkich unijnych pieniędzy obiecanych naszemu krajowi (przemówienie premiera K. Marcinkiewicza w Sejmie RP w styczniu 2006 r.). Pamiętamy euforię premiera Marcinkiewicza po obietnicy przyznania przez UE wirtualnej kwoty 60 mld euro, rozłożonej na okres 7 lat. Pan premier nie wiedział tylko, że według unijnych ustaleń Polska w ciągu 15 lat musi zainwestować w ochronę środowiska 47 mld euro, tzn. 3,13 mld euro rocznie (punkt 5. traktatu unijnego), a obok regularnych rocznych składek członkowskich w wysokości 1,58 mld euro od 1998 r. płacimy już 0,41 mld euro na badania naukowe, 0,91 mld euro na ochronę granicy wschodniej, 0,96 mld euro do instytucji bankowych UE.
Sumując powyższe kwoty, otrzymamy 6,99 mld euro (około 33,2 mld zł) płatności polskich do UE (wpłaty odbywają się w miesięcznych ratach w walucie).
Jak już wcześniej wspomniano, potencjał naszej gospodarki nie był imponujący, za co bez wątpienia ponoszą odpowiedzialność przywódcy PRL. W 1981 roku towarzysz Jaruzelski zafundował Polsce dodatkowo 8 lat absolutnego paraliżu gospodarczego. Spadek otrzymany po komunistach w 1989 roku nie był imponujący, ale też nie pozostał bez znaczenia. Posiadał wymierną, konkretną wartość. W pewnych branżach funkcjonowały nowoczesne zakłady. Decydenci w 1989 roku – Balcerowicz i cały rząd Mazowieckiego – mieli święty obowiązek zadbać o polski interes narodowy. Ta dbałość miała się objawiać decyzjami, które umożliwiłyby dźwignięcie gospodarki na wyższy poziom technologiczny, a jednocześnie pomnożenie wartości i prestiżu polskiego przemysłu. Zadbano pieczołowicie o coś wręcz przeciwnego. Nasuwa się w tym momencie pytanie, kto był faktycznym autorem tzw. planu Balcerowicza, komu miał on służyć i jak określić decydentów, którzy ten plan realizowali.
Rząd Mazowieckiego był zobowiązany zapewnić odpowiednie warunki rozwoju naszej gospodarce na początku przemian, ponieważ konstytucyjnie za nią odpowiadał i z mandatu społeczeństwa pełnił obowiązki zastępczego właściciela.

Czy rząd Mazowieckiego i Balcerowicza:
- umożliwił wyjście polskiej gospodarki z zapaści?
- określił strategiczne kierunki rozwoju?
- zadbał o prawidłowy rozwój polskich gospodarstw rolnych?
- zadbał o rozwój tworzącej się polskiej przedsiębiorczości?
- stworzył właściwy Urząd Skarbu Państwa i dokonał uczciwej wyceny majątku narodowego przeznaczonego do prywatyzacji?
- zadbał o prawidłowy rozwój rodzimego handlu?
- zadbał o prawidłowy rozwój edukacji?
- zadbał o prawidłowe i sprawiedliwe rozliczenie odpowiedzialnych za stan naszej gospodarki po 45 latach PRL?
Nie, nie zadbał! Tych pytań można by postawić więcej. Cóż więc otrzymaliśmy w 1990 roku w nagrodę za pokojowe przejście z “demokracji socjalistycznej” do demokracji niesocjalistycznej? Otóż w nagrodę otrzymaliśmy terapię “szokową”, czyli tzw. plan Balcerowicza. Plan, który z założenia polegał na braku jakiegokolwiek planu dla Polski. Przygotowano za to plan dla swoich, polegający na przejęciu przez nich majątku narodowego.
Miejmy odwagę powiedzieć prawdę, że plan Balcerowicza był i pozostaje antyplanem dla Polski. Jest to prawda gorzka i bolesna. Polskie społeczeństwo miało prawo oczekiwać, że jego sprawy w chwili powrotu naszego państwa do normalności nie zostaną pominięte, co więcej – będą uwzględnione jako pierwszoplanowe. A co otrzymaliśmy za 45 lat dominacji sowieckiej i komunistycznych rządów, cywilizacyjnej zapaści, kłamstw, arogancji i bezczelności komunistycznej władzy, mordowania, prześladowania, szkalowania i potępiania tych, którzy walczyli za wolną i suwerenną Polskę?! Polska otrzymała plan Balcerowicza, czyli brak planu i szans dla naszej Ojczyzny!


Koszty członkostwa Polski w UE
Do dziś obiektywna prawda o warunkach wejścia Polski do UE nie jest znana społeczeństwu polskiemu, gdyż nie może w pełni przebić się w mediach. Dotychczas nie sporządzono bilansu kosztów naszego członkostwa w UE za lata 2004 i 2005, nie wspominając już o braku bilansu kosztów w tzw. okresie stowarzyszeniowym z UE. Tę tragiczną prawdę o wejściu Polski do UE odczuwa już nasza gospodarka, a w konsekwencji także 85 proc. polskich rodzin (4).
Podane poniżej niektóre ustalenia z traktatu akcesyjnego logicznie wkomponowują się w strategię niszczenia Polski, którą zgotowały nam ekipy liberałów i postkomunistów w ciągu ostatnich szesnastu lat tzw. transformacji ustrojowej.

Hutnictwo – podano listę hut w Polsce do sprzedaży lub zamknięcia. Instalacje produkcyjne w tych ostatnich muszą ulec fizycznej likwidacji, żeby nie można było wznowić na nich produkcji. Obecnie pojawiła się koniunktura w przemyśle hutniczym, którego zostało nam 30 proc. ogólnej mocy przerobowej. Resztę sprzedano, łącznie z koksowniami, które w 40 proc. pokrywały potrzeby rynku europejskiego (mieliśmy 8 mld zł zysku rocznie z samych tylko koksowni, dlatego sprzedaż 4 hut za kwotę 6 mln zł nie mieści się w żadnej logice). Usilne starania o wstrzymanie tego niezwykle szkodliwego i haniebnego procederu w czasie rządów SLD – UP były rzucaniem grochem o ścianę (6).

wj_2000pk_202273l

Górnictwo – ograniczenie wydobycia i zatrudnienia (szyby są zatapiane, co uniemożliwia wznowienie wydobycia w przyszłości). Pojawia się koniunktura w górnictwie, a rządzący do 2005 roku je likwidują. Zespół krakowski (7), ostro sprzeciwiając się kolejnej, prowadzonej przez rząd SLD – UP prowokacji wobec Narodu, wykazał, że niszczenie kopalń Dolnego i Górnego Śląska jest niezgodne z naszą Konstytucją, która mówi o racjonalnym wykorzystywaniu bogactw przyrodniczych (likwidując 23 kopalnie węgla, zaprzepaszczono około 20 miliardów zasobów ton węgla), oraz przedstawił konkretne propozycje produkcji “czystej” energii elektrycznej i cieplnej z wyeksploatowanych kopalń (jako unikatową w skali światowej technologię, zwłaszcza z punktu widzenia antyterroryzmu).

Rolnictwo – zostaliśmy zmuszeni do ograniczenia produkcji mleka do 7,2 mln ton rocznie, przy własnych potrzebach wynoszących 11-12 mln ton oraz zdolności produkcyjnej na poziomie 16-18 mln ton. Zmniejszono pogłowie krów, które już w 2003 roku było porównywalne ze stanem z 1945 roku! Z około 2 mln gospodarstw rolnych w Polsce ma zostać około 200 tys. (ostoję polskiej tradycji i katolicyzmu trzeba przecież zlikwidować w “postępowej” i spoganizowanej Unii Europejskiej).

Społeczeństwo polskie powinno się dowiedzieć, że w ramach traktatu akcesyjnego ustalono, iż:
1. Polska nie ma prawa prowadzić w państwach UE instytucji kredytowych (banków, firm ubezpieczeniowych).
2. Polska została zobowiązana do przerobu śmieci z państw UE (dawnej “15″). Podano daty i określono zdolności produkcyjne, które musimy osiągnąć pod groźbą kar finansowych.
3. Polska musi się podjąć magazynowania odpadów radioaktywnych z elektrowni jądrowych z państw UE.
Musimy zlikwidować (złomować) na własny koszt 50 proc. tonażu naszej floty połowowej.
5. Polska nie ma prawa udzielać pomocy publicznej swoim firmom (to prawo przysługuje tylko Niemcom na terenie byłej NRD!).
6. Polska musi anulować wszystkie umowy handlowe z państwami spoza UE (około 190). Niewywiązanie się z tego zobowiązania wiąże się z nałożeniem na nas wysokich kar liczonych na miliardy dolarów, zgodnie z “prawem” międzynarodowym.
7. Polska nie wchodzi do strefy Schengen (brak związku z akcesją), co znaczy, że obowiązują nas wizy i kontrole celne powyżej 3 miesięcy pobytu w państwach Unii Europejskiej.

W tzw. okresie stowarzyszeniowym (dostosowawczym?) za sprawą “planu Balcerowicza”, zgodnego z zaleceniami i nakazami UE, straciliśmy 80 proc. majątku produkcyjnego, otworzyliśmy rynek, niszcząc własny handel i producentów. Straciliśmy, według oficjalnych danych, około 5 mln miejsc pracy (w tym czasie UE zyskała 1,2 mln miejsc pracy). Konsekwencją takiej polityki była emigracja około 2 mln młodych ludzi, często po wyższych studiach. Ogromnie wzrosło zadłużenie kraju (obecnie wynosi ono już około 500 mld zł i stale rośnie).
Zlikwidowano wiodące biura projektowe, ośrodki badawczo-rozwojowe, ośrodki doradztwa technicznego, zakłady doświadczalne, szkolnictwo zawodowe, niemal wszystkie ośrodki oryginalnej polskiej myśli naukowej, technicznej, medycznej i rolniczej (materiały branżowe GUS 1990-2002, Warszawa).
To wszystko stało się w ramach wyrównywania poziomów gospodarek między Polską a Unią Europejską. W dziedzinie nauki i szkolnictwa wyższego dla Polski przewiduje się tylko pięć (!) wyższych uczelni (na podstawie biuletynu informacyjnego AGH z Krakowa z kwietnia 2003 r.).
Towarzysze z opcji SLD – UP z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele oraz liberałowie spod znaku Unii Wolności, obecnej Platformy Obywatelskiej czy Partii Demokratycznej, oszukali nasz Naród w referendum. Według ich zapewnień, Unia Europejska miała być organizacją (wspólnotową) niezależnych państw. Tymczasem widzimy wyraźnie, że dzisiejsza UE zmierza do stworzenia superpaństwa z własną konstytucją, ze wspólną walutą, z jednym prezydentem, z jednym ministrem spraw zagranicznych i ze wspólną armią. Zgodnie z zapisami traktatu akcesyjnego Polska musi przyjąć euro w terminie ustalonym przez rząd i parlament RP, co w praktyce oznacza koniec jej suwerennego i samodzielnego bytu państwowego – prawdziwa władza należy zawsze do tych, którzy kontrolują obieg pieniądza (4).
prof. Ryszard Henryk Kozłowski
Czytaj wiecej>>>>

Mysle , ze nie musze tego komentowac.

Pozdrawiam wszystkich uczciwych.

Archiwum X


Dec 10 2009

Sojusz Lewicy Demokratycznej


Gdy poruszaliśmy tą sprawę w trakcie ostatnich wyborów, nikt nie myślał, że informacje, które wówczas podawaliśmy mają odbicie w rzeczywistości. Dziś możemy stwierdzić z pełną stanowczością, czy też aby nie narażać się na cmentarne hieny SLD nowe_logo_sldzapytać retorycznie: czy Sojusz Lewicy Demokratycznej został stworzony w celu realizacji celów przestępczych?

Prawda okazuje się tak straszna, że nawet obiektywny znawca wydarzeń politycznych gubi się w zasadach działania tej organizacji. Dziś trudno znaleźć polityka SLD, który nie popadł w konflikt z prawem.

Gdzie jest forsa?

Polacy zastanawiają się dlaczego kraj się nie rozwija. Środki masowego przekazu wmawiają nam, że powodem jest brak pieniędzy. Wszyscy jednak płacimy podatki, zaś o realnym rozwoju kraju nikt od kilkunastu lat nie słyszał. Gdzie więc znikają nasze pieniądze?

Pierwszy zna się na rzeczy

Aleksander Kwaśniewski (PZPR-SDRP-SLD), prezydent RP przed dwie kadencje. Gdyby opublikować szczegółowy życiorys pzprjego ojca w mediach publicznych zapewne następnego dnia mielibyśmy w Polsce rewolucję. Na stronach oficjalnych Kancelarii Prezydenta rozpoczyna się on od daty urodzenia “pierwszego” – żadnych informacji na temat rodziców. Czy Aleksander pochodzi więc z domu dziecka? Dlaczego tak mało wiemy o “pierwszej” osobie w państwie? Czy komuś zależy, aby prawda nie ujrzała światła dziennego?

Na pytanie dotyczące pozytywnych aspektów działalności Aleksandra K. na przestrzeni ostatnich lat także rzadko otrzymujemy odpowiedź. Gdy zaś pada riposta, jest ona zazwyczaj pozbawiona logicznych elementów rzeczywistości.

Powróćmy jednak do konkretów.

Zarabiali na biednych Polakach

Prezydent Aleksander Kwaśniewski wspierał dotychczas wiele inicjatyw gospodarczych. Wyprzedaż majątku narodowego za 10% wartości, budowanie nowej piaskownicy Panu Kulczykowi, inspiracje dla Pana Rywina, nice to meet dla Ałganowa i wiele innych.

Jedną z wielu spraw dotyczącą bezpośrednio “pierwszego” jest kradzież milionów dolarów związana w firmą Labolatorium Frakcjonowania Osocza.

Szefami LFO byli bliscy znajomi naczelnego dyktatora własnego wyrazu demokracji Aleksandra Kwaśniewskiego: korupcja w rzadzieWłodzimierz Wapiński i Zygmunt Nizioł. Kwaśniewski zezwolił na kradzież z banku milionów dolarów, które były przeznaczone na budowę fabryki osocza. Problem w tym, że do budowy fabryki nie doszło (w zamierzeniu nigdy nie miała powstać), zaś pieniądze zostały w kieszeniach mafiozów.

Na początku 2002 roku w Kancelarii Prezydenta w gabinecie Marka Ungiera doszło do spotkania, w którym uczestniczył: Aleksander Kwaśniewski, Marek Wagner, Zbigniew Siemiątkowski, Marek Ungier (były szef AW), Mariusz Łapiński. Wynikiem tego spotkania było zniknięcie problemu fabryki osocza – nagle wszyscy zapomnieli…

Spółka Laboratorium Frakcjonowania Osocza należała m.in. do Zygmunta Nizioła i Włodzimierza Wapińskiego. Ten ostatni uchodzi za przyjaciela prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Marka Siwca. W Szwecji został skazany za obrót narkotykami na dużą skalę. W 1999 roku Kwaśniewski odznaczył go Złotym Krzyżem Zasługi…

Ja tutaj decyduję!

Kolejnym aspektem, który wyszedł na światło dzienne w ostatnich dniach, są decyzje Millera w sprawach dostaw ropy dla Orlenu.

Z tajnych notatek służb specjalnych wynika, że decyzje w tej sprawie zapadły podczas bezpośredniej rozmowy ówczesnego premiera Millera ze Zbigniewem Wróblem, wówczas prezesem Orlenu.

Jak informuje “Życie“, z instrukcjami premiera delegacja Orlenu poleciała do Moskwy prywatnym samolotem Jana Kulczyka. W ocenie gazety, zdobyte przez nią tajne materiały pozwalają przypuszczać, że kontrakt Orlenu z firmą J&S okazał aferalne dominosię być w porządku, gdy o podziale tego “ropnego tortu” mogły decydować osoby związane z ówczesnym układem władzy.

Ochronić towarzyszy

Donald Tusk
z PO na pytanie dotyczące lustracji majątkowej polityków odpowiada stanowczo: nie! Trudno jednak się tej osobie dziwić, skoro na stanowisku ministra finansów przyszłego rządu widzi Leszka Balcerowicza, zaś w szeregach PO Jerzy Buzek i Pani Waltz nie są obcymi osobami. Ochroniarze polityczni z PO, który pod pozorem walki z SLD tworzą nad tą partią parasol ochronny, bardzo sumiennie wykonują swoją pracę.

Fakty, które mogą zabić

Gdyby udostępnić społeczeństwu WSZYSTKIE informacje dotyczące działalności polityków i różnych fundacji działających pod pozorem dobra społecznego, ilość zawałów w Polsce przekroczyłaby w dniu publikacji tych materiałów liczbę wydań gazety, w której by się one ukazały…

Prosze zauwazyc ze w historii Polski zaden z politykow nie ma czystych rak :(   :( :(

dla panstwa pisal

Archiwum X


Dec 09 2009

Platforma Obywatelska bez twarzy i honoru

nowe twarze

Afera Rywina doprowadziła do utraty władzy przez SLD. Afera gruntowa zakończyła dwuletni okres rządów PiS. Czy ciesząca się dotychczas ogromnym kredytem zaufania Platforma Obywatelska załamie się pod ciężarem afery hazardowej? A może cała sprawa jest łabędzim śpiewem szefa CBA Mariusza Kamińskiego, który mając w perspektywie postawienie mu zarzutów łamania prawa w związku z aferą gruntową podejmuje dramatyczną próbę ocalenia swojego stanowiska?

Wszystko zaczęło się niewinnie. W sierpniu 2008 roku CBA zainteresowało się interesami robionymi w Karpaczu przez Ryszarda Sobiesiaka. Sobiesiak – były piłkarz Śląska Wrocław, a obecnie biznesmen, od 1993 roku działał w branży hazardowej. To wtedy stał się jednym z właścicieli wrocławskiego Casino Polonia. Hazard okazał się na tyle dochodowym biznesem, że wkrótce Sobiesiak zainwestował w firmę hazardową Golden Play czerpiącą zyski z automatów do gier – tzw. jednorękich bandytów.

CBA nie interesowało się jednak tą dziedziną aktywności biznesmena. W ostatnich latach Sobiesiak koncentrował się bowiem bardziej na branży hotelarsko-turystycznej. Został m.in., wraz z żoną, właścicielem kompleksu rekreacyjno-sportowego Vital & Spa Resort Szarotka w Zieleńcu oraz udziałowcem spółki Winterpol posiadającej w Zieleńcu sześć wyciągów i kilka tras narciarskich. Działając w Winterpolu po raz pierwszy stał się obiektem zainteresowania organów ścigania – w 2005 roku wręczył 10 tysięcy złoty łapówki członkowi komisji przyznającej unijne fundusze za pozytywne rozpatrzenie wniosku o dotację z Brukseli. Sprawa wyszła na jaw i Sobiesiak został w 2008 skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata.


Niezrażony tym biznesmen działał dalej – postanowił zbudować wyciąg narciarski w Karpaczu. Mimo że inwestycja ta budziła sprzeciw lokalnej społeczności, władze Karpacza dały jej zielone światło. Mając w pamięci „niestandardową” metodę, jaką wcześniej zastosował Sobiesiak, by przekonać do swoich racji urzędnika państwowego, CBA postanowiło zainteresować się związkami biznesmena z burmistrzem Karpacza. Właśnie w tym celu Biuro założyło podsłuch na telefonie. Nieoczekiwanie 20 lipca funkcjonariusze usłyszeli w słuchawce głos przewodniczącego klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego. Lokalna afera błyskawicznie zmieniła się w polowanie na „grubą rybę”. Kojarzony z PiS szef CBA Mariusz Kamiński musiał zacierać ręce z zadowolenia. Wreszcie udało się trafić na trop skandalu, w który byłby uwikłany czołowy polityk partii Donalda Tuska.
Co Chlebowski załatwiał „Rysiowi”

- Z tobą na… na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem – tłumaczył się Sobiesiakowi Chlebowski 25 sierpnia 2008 r.. O co chodziło? Rada Ministrów zabierała się właśnie za przygotowanie nowelizacji do ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych. Pierwszy pomysł znowelizowania ustawy pojawił się jeszcze za rządów PiS-u w 2006 roku. Już wówczas planowano wprowadzenie do ustawy dodatkowych obciążeń dla posiadaczy automatów do gier. Obecnie za każdy taki automat ustawiony w swoim lokalu jego właściciel musi przekazywać Skarbowi Państwa co miesiąc zryczałtowaną opłatę w wysokości 180 euro. Z opłat zwolnione są natomiast wszelkie zakłady zawierane za pomocą tego typu urządzeń. Rząd Kaczyńskiego chciał, aby obłożyć je dopłatami, podobnymi do tych, jakie obowiązują dziś np. w przypadku zakładów zawieranych w ramach Totalizatora Sportowego – w tym przypadku 25 proc. wartości każdego kuponu trafia do skarbu państwa z przeznaczeniem na rozwój sportu i kultury. Dopłaty od jednorękich bandytów miały – według planów rządu Kaczyńskiego – być przeznaczane m.in. na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie i Narodowego Centrum Sportu. PiS nie zdążył jednak skierować projektu do parlamentu.

afera hazardowa


STENOGRAMY ROZMÓW ZAREJESTROWANYCH PRZEZ CBA


Do pomysłu dodatkowego opodatkowania branży hazardowej powrócił minister sportu w rządzie PO Mirosław Drzewiecki. Zgodnie z założeniami nowego projektu tzw. ustawy hazardowej 10-procentową dopłatą miały zostać objęte wszystkie zakłady zawierane w kasynach i w czasie gry na jednorękich bandytach. Kwestie tych dopłat miał regulować ustęp drugi artykułu 47a znowelizowanej ustawy. Chociaż PiS chciał, aby takie dopłaty obowiązywały tylko do 2012 roku, to Drzewiecki zdecydował się na okres o trzy lata dłuższy.

Sobiesiakowi i innym osobom czerpiącym zyski ze zorganizowanego hazardu taki pomysł nie mógł się podobać. W 2008 roku przychody z gier i zakładów wzajemnych wyniosły ok. 17,1 miliardów złotych – z czego aż 8,5 miliarda złotych przypadało na automaty do gier. Do połowy tego roku dochody te wyniosły 9,8 miliarda złotych, co pozwala przypuszczać, że ubiegłoroczny wynik zostanie poprawiony. 10-procentowe dopłaty oznaczałyby więc stratę dla branży liczoną w setkach milionów złotych rocznie. CBA wyliczy później, że na zlikwidowaniu tego przepisu Skarb Państwa mógłby stracić aż 469 milionów złotych, ale nie można wykluczyć, że kwota ta byłaby jeszcze wyższa. Ponadto dopłaty wiązałyby się z koniecznością wyposażenia tych maszyn w mechanizm umożliwiający rejestrowanie każdego zawieranego za ich pomocą zakładu. Część starych maszyn, których nie można zmodyfikować, musiałaby trafić na śmietnik. Dodatkowe wyposażenie dla pozostałych kosztowałoby, według wyliczeń ekspertów z branży, ponad 300 milionów złotych. Nic dziwnego, że Sobiesiak postanowił działać i uruchomił swojego znajomego z PO.

PRZYJACIELE ZE ŚLĄSKA WROCŁAWPartia bez Twarzy

„Zbyszek lubi załatwiać”


Sobiesiak zwrócił się z prośbą właśnie do Chlebowskiego prawdopodobnie dlatego, że ten ostatni był znany ze składania obietnic różnorakiej pomocy znajomym. Tak wspominają go mieszkańcy Żarowa – miasta, w którym Chlebowski pełnił funkcję burmistrza od 1990 do 2001 roku. – Zbyszek? On lubił załatwiać, a przynajmniej chwalić się, że załatwi, wtedy czuł się ważny – opowiada o nim jeden z mieszkańców Żarowa. Ludzie, którzy pamiętają go z tego okresu zaznaczają jednak, że za słowami polityka rzadko szły konkretne czyny. Tak było np. w przypadku Ochotniczej Straży Pożarnej w Żarowie, w której przez jakiś czas pełnił funkcję prezesa: – Strażakom, na których poparcie zawsze mógł liczyć, też dużo obiecywał. Dlatego kiedy kilka miesięcy temu rezygnował z funkcji prezesa, wypomnieli mu to. Odpowiedział: „próbowałem, przecież mnie znacie, ale się nie udało. Nie ode mnie to zależało”. To cały on! – wspomina znajomy Chlebowskiego.
Nie wiadomo czy takie obietnice bez pokrycia składał Chlebowski również Sobiesiakowi. On sam starał się właśnie w ten sposób tłumaczyć, kiedy sprawa wyszła na jaw. – Wszyscy prowadzimy różne rozmowy. Na temat różnych projektów rozmawiam z różnymi ludźmi, różnymi instytucjami – mówił usiłując opanować drżenie głosu na konferencji prasowej.

NA POCZĄTKU BYŁY AUTOMATY

Partia bez Twarzy


Niekończące się poprawki


Wiadomo jednak, że prace nad ustawą hazardową po sierpniowej rozmowie Chlebowskiego z Sobiesiakiem zaczęły się przeciągać. Z ujawnionej przez kancelarię premiera notatki na temat harmonogramu prac nad ustawą wynika, że po rekomendowaniu ustawy przez Komitet Rady Ministrów we wrześniu 2008, poprawki do projektu zgłosiło m.in. MSWiA a także Rządowe Centrum Legislacyjne. To sprawiło, że projekt ponownie trafił do KRM w marcu 2009 roku. W tym czasie Chlebowski w rozmowach z Sobiesiakiem chwalił się: „blokuję tę sprawę dopłat od roku… to wyłącznie moja zasługa”. Kiedy w maju doszło do posiedzenia KRM w tej sprawie nieoczekiwanie prośbę o wycofanie projektu z porządku obrad zgłosiło Ministerstwo Skarbu Państwa, a Ministerstwo Gospodarki w piśmie podpisanym przez wiceministra Adama Szejnfelda zgłosiło 19 kolejnych poprawek do przepisów. Szejnfeld zresztą, zgodnie ze słowami podsekretarza stanu w resorcie finansów Jacka Kapicy, odpowiedzialnego za przygotowanie ustawy miał przez cały czas żywo interesować się jej kształtem i zgłaszać liczne poprawki. – Zawsze wnosił o usunięcie z projektu nowych dopłat do gier. Jednocześnie kolejne uwagi Ministerstwa Gospodarki można był uznać za chęć wciągania Ministerstwa Finansów w proces nieustannych konsultacji i uzgodnień w celu przedłużenia procesu legislacyjnego – wyjaśniał w sierpniu 2009 roku Kapica, pytany o tę sprawę przez premiera Donalda Tuska. Kapica dodał, że jego zdaniem przez cały czas prac nad projektem miał wrażenie, że resort był zasypywany kolejnymi uwagami, które miały na celu wydłużenie procesu legislacyjnego, czy wręcz zniechęcenie resortu finansów do dalszych prac nad tym projektem.
Czy była to zasługa Chlebowskiego, który wykorzystywał silną pozycję w PO do wywierania wpływu na Szejnfelda? Tego ustalić nie sposób. Sam Chlebowski również pytał Kapicę o ustawę, ale robił to mimochodem, podczas prac nad innymi projektami. Kiedy afera wyszła na jaw polityk tłumaczył, że nie podobały mu się przepisy przyznające samorządom prawo do udzielania koncesji na prowadzenie działalności hazardowej, ponieważ stwarzałoby to niezwykle wdzięczne pole do korupcji. Ten przepis faktycznie zniknął z projektu – prawo udzielania koncesji pozostało przy ministrze finansów. Chlebowski kwestionował również dopłaty – zamiast nich chciał wprowadzenia zryczałtowanego podatku, ale resort finansów uznał, że takie rozwiązanie przyniosłoby Skarbowi Państwa mniejsze zyski.

Projekt wciąż nie był kierowany do Rady Ministrów ponieważ mimo konferencji uzgodnieniowej z udziałem przedstawicieli MSWiA, a także resortów sportu, gospodarki i finansów, resort gospodarki wciąż kwestionował 6 artykułów ustawy. Ponadto minister Szejnfeld domagał się notyfikacji o zgodności ustawy z prawem unijnym, co miało dodatkowo wydłużyć proces uchwalania nowego prawa. Sobiesiak, który w tym czasie często kontaktował się z Janem Koskiem – lobbystą, związanym z firmami zajmującymi się grami hazardowymi i wiceprezesem Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne, niewątpliwie był zadowolony z takiego przebiegu sprawy. Przepis o dopłatach wciąż jednak widniał w projekcie ustawy umieszczonym w Biuletynie Informacji Publicznej.

Miro wkracza do gry czlowiek bez zasad

- Trzeba przygotować plan i przekazać go człowiekowi Mirka, który to poprowadzi – stwierdził 17 maja tego roku w podsłuchanej przez CBA rozmowie z Koskiem Sobiesiak. O jakim planie mówił? Prawdopodobnie chodziło o ostateczne rozwiązanie problemu dopłat. Sobiesiak mógł dowiedzieć się od Chlebowskiego, że mimo zgłaszania przez resorty skarbu i gospodarki wniosków o wykreślenie dopłat z projektu ustawy, resort finansów nieustannie zwracał uwagę, że dopłaty zostały wprowadzone na wniosek ministra Drzewieckiego i ewentualne usunięcie ich z ustawy wymagałoby jego zgody. Tymczasem 20 maja podczas konferencji uzgodnieniowej na temat projektu, przedstawiciel resortu sportu podtrzymał opinię, że wprowadzenie dopłat jest zasadne.

W maju Sobiesiak spotkał się z Drzewieckim. „Rozmawialiśmy o golfie” – będzie się tłumaczył minister po ujawnieniu sprawy i zaprzeczy, jakoby Sobiesiak wspominał o ustawie hazardowej. Jednak 30 czerwca Drzewiecki nieoczekiwanie zmienił zdanie w sprawie dopłat. W piśmie do Ministerstwa Finansów stwierdził, że: „w związku z kontrowersjami dotyczącymi rozwiązań zawartych w rządowym projekcie ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w szczególności w zakresie dotyczącym znacznego poszerzenia katalogu gier objętych dopłatami, wnoszę o wyłączenie rozwiązań zawartych w art. 47 a ust. 2 projektu ustawy z dalszego procedowania”. Kilka dni później pytany o tę sprawę przez „Puls Biznesu” Witold Lisicki, rzecznik prasowy wiceministra Kapicy, stwierdził: – Akceptujemy wniosek ministra sportu i stosowną zmianę wprowadzimy do projektu ustawy.

To jedna z największych zagadek w tej sprawie. Dlaczego Drzewiecki, który wcześniej domagał się dopłat nagle postanowił z nich zrezygnować? W rozmowach z Sobiesiakiem Chlebowski wielokrotnie powoływał się na „Mirka”. Sam Sobiesiak w jednej z podsłuchanych w 2008 roku rozmów stwierdził, że zamierza zatelefonować na domowy telefon Drzewieckiego. Panowie pozostawali więc w dobrych kontaktach – łączyła ich m.in. miłość do golfa. Wcześniej jednak Sobiesiak najwyraźniej nie umiał przekonać Drzewieckiego do uwzględnienia interesów branży hazardowej. Pomógł dopiero tajemniczy „plan” przygotowany przez Sobiesiaka i Koskę.

Czy w grę wchodziło skorumpowanie Drzewieckiego, albo jego bliskiego współpracownika o którym mówili biznesmeni (chodziło prawdopodobnie o Marcina Rosoła – szefa gabinetu politycznego ministra sportu)? CBA nie zdobyło żadnych dowodów potwierdzających taką tezę. Być może chodziło o coś innego – znalezienie wiarygodnego pretekstu do wycofania się z tego przepisu. I pretekst taki się znalazł. W związku z opóźnianiem wejścia w życie ustawy hazardowej nie można było zwlekać z budową stołecznego stadionu na Euro 2012. Drzewiecki już wcześniej zwrócił się do ministra finansów o finansowanie tej inwestycji z budżetu. Kiedy dodatkowo okazało się, że w związku z terminami prac narzuconymi przez UEFA niemożliwe będzie zbudowanie do 2012 roku Narodowego Centrum Sportu – dopłaty, które miały być przeznaczone na realizację tych inwestycji przestały być potrzebne. Drzewiecki mógł więc z czystym sumieniem wnioskować o skreślenie przepisu, a Sobiesiak z Koskiem odetchnęli z ulgą. Do czasu.

Przychodzi Kamiński do Tuska

kaminski

12 sierpnia 2009 roku szef CBA Michał Kamiński wysłał premierowi Tuskowi opatrzone klauzulą „tajne” materiały, zebrane przez CBA w czasie śledztwa związanego z kontaktami Chlebowskiego i Sobiesiaka. Dlaczego Kamiński tak długo zwlekał z poinformowaniem o sprawie premiera? Prawdopodobnie czekał na zdobycie niezbitych dowodów na to, że cała sprawa ma charakter korupcyjny. Być może Kamiński obawiał się, że jeśli ujawni zbyt wcześnie sprawę premierowi, ten doprowadzi do jej szybkiego zatuszowania. Na tym z pewnością nie zależało związanemu z PiS Kamińskiemu, który tak jak niegdyś w czasie afery gruntowej, tak teraz chciał zapewne zdobyć materiały pozwalające Jarosławowi Kaczyńskiemu rozprawić się z politycznym konkurentem. Kiedy jednak dowodów na to, że Chlebowski albo Drzewiecki otrzymali od Sobiesiaka lub Koska jakieś pieniądze nie udało się zdobyć, a tymczasem pracę nad projektem zbliżały się ku końcowi, szef CBA postanowił wyłożyć karty na stół.

Już dwa dni później Tusk, w obecności Jacka Cichockiego, sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych w kancelarii premiera, spotkał się z Kamińskim. Według relacji premiera Kamiński mówił o całej sprawie spokojnie. Stwierdził, że nie ma dowodów, by doszło do popełnienia przestępstwa, a jedynie do działań „nagannych z punktu widzenia polityczno-etycznego”. Szef CBA dodał również, że Biuro nie ma w tej sprawie już nic do zrobienia – sugerując w ten sposób, że dalsze śledztwo nie jest konieczne. Zdaniem Kamińskiego sprawą powinien od tego momentu zająć się premier, który miał zadbać o to, by na zmianach w ustawie nie ucierpiał Skarb Państwa. Kamiński poprosił też premiera, aby nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, Mógłby bowiem w ten sposób spłoszyć Sobiesiaka, wobec którego CBA wciąż prowadziło postępowanie odnośnie budowy wyciągu w Karpaczu. Premier obiecał, że osobiście obejmie nadzorem prace nad zmianami ustawy.
EU SUMMIT
Spotkanie na cmentarzu

W tym momencie sprawa nabiera przyspieszenia. 19 sierpnia premier Tusk spotyka się z Drzewieckim. O czym rozmawiają politycy? Kancelaria premiera nie ujawniła notatki z tego spotkania. Według informacji udostępnionych przez Jacka Cichockiego premier miał poprosić Drzewieckiego o wyjaśnienie zmiany jego stanowiska w sprawie dopłat. Sam Drzewiecki opowiadając o tym spotkaniu twierdzi, że premier poprosił go o przygotowanie harmonogramu prac nad ustawą hazardową. 26 sierpnia premier wzywa na rozmowę Chlebowskiego, a w spotkaniu uczestniczy także Schetyna. Notatka z tej rozmowy również nie została ujawniona. Premier miał podczas spotkania pytać przewodniczącego klubu PO o jego zaangażowanie w proces prac nad zmianami w ustawie.

Wkrótce później główni bohaterowie afery zaczynają wykonywać nerwowe ruchy. Córka Sobiesiaka, której Drzewiecki miał obiecać załatwienie pracy w charakterze członka zarządu w Totalizatorze Sportowym, nieoczekiwanie nie stawia się 26 sierpnia na rozmowie kwalifikacyjnej. – Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA. Donosów było tyle – tłumaczy Koskowi zdenerwowany Sobiesiak. Wcześniej w rozmowie z innym znajomym wyjaśnia, że ma „zakaz dzwonienia”. Biznesmen zaczyna też korzystać z telefonów na kartę.

31 sierpnia Sobiesiak umawia się z Chlebowskim na spotkanie o 15:30. Wkrótce później do biznesmena dzwoni znajomy Chlebowskiego Józef Fogacz. – Rysiu, dzwonił nasz kolega i prosił, bym ci przekazał…, że to spotkanie o 15. z Marcinem w Marcinkowicach (chodziło o Marcinowice) na CPN. Pod pseudonimem Marcin krył się Chlebowski. Fogacz zaznaczył, że „kolega” prosił o dyskrecję. O 15 rzeczywiście dochodzi do spotkania w Marcinowicach obserwowanego przez CBA. Chlebowski nie wysiada z samochodu tylko rusza na pobliski cmentarz, gdzie razem z Sobiesiakiem rozmawia ok. 20 minut. Od tego momentu kontakty między nimi się urywają.

Miro zmienia zdanie

3 czerwca Drzewiecki pisze pismo do Ministerstwa Finansów, w którym prosi o „rozważenie możliwości wprowadzenie regulacji umożliwiających zwiększenie przychodów Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej”, czyli przywrócenie ustępu 2 art. 47a w projekcie ustawy hazardowej. Argumentuje to… sukcesami lekkoatletów na Mistrzostwach Świata w Berlinie. W nagrodę za medale minister chce dzięki pieniądzom z dopłat poprawić warunki do uprawiania dyscyplin lekkoatletycznych. Minister będzie później tłumaczył, że nigdy nie chciał zrezygnować z dopłat, a pismo z 30 czerwca zostało po prostu źle zredagowane przez urzędników. Według jego wersji, ministerstwo zamierzało dokonać zmian jedynie w uzasadnieniu projektu ustawy, wykreślając z niego słowa o finansowaniu z dopłat Stadionu Narodowego i Narodowego Centrum Sportu. Kiedy dziennikarze przypominali mu, że w sierpniu mówił jednoznacznie o rezygnacji z dopłat stwierdził, że nie pamięta takich wypowiedzi.

CO POWIEDZIAŁ PREMIER DRZEWIECKIEMU?

W co gra CBA?

Bomba wybucha 1 października, kiedy „Rzeczpospolita” drukuje stenogramy podsłuchów założonych przez CBA. Dwa tygodnie wcześniej Kamiński składa zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Według szefa CBA Skarb Państwa mógł stracić na zmianie projektu ustawy nawet 469 milionów złotych. Dlaczego Kamiński decyduje się na taki krok, skoro wcześniej zapewniał Tuska, że sprawa nie ma znamion czynu przestępczego? Powody mogą być dwa. Pierwszy – CBA zdobyło nowe dowody w sprawie wskazujące na to, że któryś z polityków otrzymał korzyść materialną od jednego z biznesmenów. Tej hipotezie zdają się jednak przeczyć fakty – do tej pory nie doszło do żadnych zatrzymań, a prokurator generalny Andrzej Czuma twierdzi, że z materiałów dostarczonych mu przez CBA nie wynika, aby któryś z polityków popełnił przestępstwo. Również w stenogramach opublikowanych przez „Rzeczpospolitą” – których zdaniem Czumy prokuratura nie otrzymała – nie widać takich dowodów. Tak jak mówił 14 sierpnia Tuskowi Kamiński sprawa jest naganna jedynie z polityczno-etycznego punktu widzenia.Prawdziwe Oblicze

Drugi powód jest związany ze śledztwem, jakie toczy się przeciwko Kamińskiemu w związku z podejrzeniem złamania prawa przez CBA w trakcie tzw. afery gruntowej. 16 września – na dwa dni przed złożeniem przez Kamińskiego wspomnianego wyżej zawiadomienia, szef CBA dowiaduje się, że prokuratura w Rzeszowie chce mu postawić zarzuty w tej sprawie. Nieoficjalnie wiadomo, że za przekroczenie uprawnień i fałszowanie dokumentów przez agentów CBA, szefowi Biura może grozić nawet 8 lat więzienia.

W przypadku postawienia zarzutów Kamiński musiałby prawdopodobnie pożegnać się z Biurem. Być może postanowił więc wykonać atak uprzedzający – i z oskarżonego stać się ofiarą. Kamiński twierdzi bowiem, że zarzuty wobec niego to „zemsta” za przekazanie premierowi informacji o działaniach Chlebowskiego i Drzewieckiego. Sugeruje również, że prowadzący tę sprawę prokurator Jacek Olewiński ulegał w przeszłości naciskom ze strony ówczesnego prokuratora krajowego Marka Staszaka, który mimo braku dowodów miał się domagać sformułowania aktu oskarżenia w tej sprawie. Olewińskiemu miano nawet grozić zwolnieniem z pracy. Sam prokurator nie potwierdził tych zarzutów i w specjalnym oświadczeniu odciął się od słów Kamińskiego. Opozycja zarzuca Czumie, że w dniu ujawnienia afery stwierdził jednoznacznie, że „Mirosław D. i Zbigniew C. są niewinni” i uważa to za próbę wywierania nacisków na prokuratorów przez ich zwierzchnika.

Jest jeszcze trzecia możliwość – zdając sobie sprawę z tego, że w związku z prokuratorskimi zarzutami jego dni na stanowisku są policzone, Kamiński postanowił oddać ostatnią przysługę PiS. Mimo braku dowodów popełnienia przestępstwa postanowił ujawnić kompromitującą polityków PO sprawę w obawie, że jego następca „zamiecie ją pod dywan”. Ten trzeci powód wcale zresztą nie wyklucza drugiego. Nie dość bowiem, że w przypadku odwołania Kamiński opuści CBA jako ofiara PO i „ostatni sprawiedliwy”, to jeszcze pozostawia Platformę w sytuacji, w której partia ta po raz pierwszy od przejęcia władzy znalazła się w głębokiej defensywie.

Polityczne trzęsienie ziemi

Niezależnie od motywacji Kamińskiego publikacja stenogramów przez „Rzeczpospolitą” wstrząsnęła w posadach polską sceną polityczną. Politycy PO początkowo byli wyraźnie skonsternowani i próbowali bronić swoich kolegów. Oprócz Czumy, który mówił o niewinności obu polityków i atakował szefa CBA słowami: „Po tym co wyprawia, do kontaktu z nim nadawałby się raczej lekarz a nie prokurator”, zarzuty CBA próbował bagatelizować marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i jego zastępca Stefan Niesiołowski. Komorowski stwierdził wręcz, że nie można wyciągać konsekwencji wobec Chlebowskiego, bo nie można karać „za to, że ktoś zewnętrzny krytykuje”. Niesiołowski nazwał sprawę awanturą polityczną i aferą propagandową: – Kto tu komuś dał łapówkę, gdzie tu jest przestępstwo? Mamy jakieś rozmowy – stwierdził.

Platforma Obywatelska

Najważniejsze było jednak to, co w całej sprawie miał do powiedzenia premier Donald Tusk. Ten przez kilka godzin milczał, a kiedy wreszcie zabrał głos okazał się znacznie surowszy dla zaangażowanych w aferę polityków. Działania Chlebowskiego nazwał „niestosownymi” i stwierdził, że „trudno je akceptować u osoby, która powinna mocno przestrzegać standardów”. W związku z tym do wyjaśnienia sprawy postanowił zawiesić polityka w pełnieniu funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego PO i odwołać go ze stanowiska przewodniczącego sejmowej komisji finansów. Tusk zaznaczył jednocześnie, że w całej sprawie nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa, a rozmowy Chlebowskiego są jedynie „nieudolną formą asertywności”. Wyraźnie stwierdził, że za słowami Chlebowskiego nie szły żadne czyny. Jak w takim razie tłumaczyć zachowanie w tej sprawie Drzewieckiego? – Wydaje się zasadne, że przedsięwzięcia wymagające szybkich decyzji inwestycyjnych, organizacyjnych ich finansowanie nie może polegać na ustawie, która jeszcze nie weszła w życie – stwierdził premier podtrzymując linię obrony Drzewieckiego. Nie oznacza to jednak, że minister na pewno utrzyma swoje stanowisko. – Drzewieckiemu ufam jako człowiekowi. Nigdy nie miałem i dziś nie mam powodów, aby sądzić, że kierował się w postępowaniu interesem osobistym. Ale staranność, wnikliwość, musi być większa – stwierdził Tusk. Dwa dni później minister Drzewiecki stracił stanowisko.minister drzewiecki

Stenogramy okazały się natomiast wodą na młyn dla opozycji. SLD ustami swojego przewodniczącego Grzegorza Napieralskiego zażądała dymisji Drzewieckiego i Czumy, i zagroziła, że jeśli premier nie podejmie takich decyzji, partia zgłosi wobec ministrów wotum nieufności. PiS poszedł krok dalej – Jarosław Kaczyński oskarżył premiera o ostrzeżenie polityków o działaniach CBA i złamanie tajemnicy państwowej. – Z kalendarium wynika, że jest bardzo bliskie następstwo czasowe między sytuacją, kiedy ci ludzie dowiadują się o utajnionej operacji, a momentem, w którym zostaje poinformowany o tym premier – grzmiał na konferencji Kaczyński. Prezes PiS nazwał sprawę połączeniem afery Rywina i afery Starachowickiej. Idąc za ciosem partia złożyła do prokuratury podpisany przez Przemysława Gosiewskiego wniosek o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera i urzędników jego kancelarii. Zarówno PiS jak i SLD zażądały również powołania w tej sprawie komisji śledczej.

Do gry włączył się również prezydent, który wezwał na konsultacje w tej sprawie Tuska, ministra Czumę, a także prezydium Sejmu i Senatu. Spotkanie przebiegało w nerwowej atmosferze, a Tusk opuścił je na kilka minut przed zakończeniem. Premiera mogły zdenerwować sugestie Kaczyńskiego, że poprzedni rząd walczył energiczniej z tego typu aferami. Tusk odpowiedział na to zarzutem, że prezydent chce upolitycznić sprawę. To samo zasugerował Jarosław Gowin, który podjęcie tematu przez prezydenta nazwał „rozpoczęciem kampanii wyborczej w stylu Alfreda Hitchcocka”.



Powiązane:

Dec 03 2009

Raport Transparency International bije na alarm!!!

Taki artykol znalazlem w internecie:

Alarmujące wieści płyną z najnowszego raportu Transparency International. Okazuje się bowiem, że rak korupcji nadal w najlepsze zżera nasz kraj. I to mimo tego, że pełnomocnikiem rządu ds. walki z korupcją jest Julia Pitera była prezes… Transparency International.

Ja mysle ze to nic dziwnego.Tak naprawde nie mamy pojecia co tak naprawde sie w rzadzie dzieje.

Jak juz ktos chce  wyrwac sie  ze zmowy milczenia- to zaraz go sie straszy” wyciagnieciem teczki”.

Nagle okazuje sie ze dany posel jest bylym agentem KGB i wynajduje sie mu  swiadkow.

Przed dojsciem do wladzy wielu obiecywalo praworzadnosc.Jednak chec posiadania jest wieksza.

Przykre,ale prawdziwe.                                                              clean-hands

Pozdrawiam wszystkich co maja czyste rece.

Archiwum X



Nov 20 2009

Jan Kulczyk fortuna niewiadomo skad?

746 pozycja na liście najbogatszych ludzi świata magazynu ekonomicznego Forbes to nie byle co. O Janie Kulczyku możemy przeczytać, że biznesmen ma majątek w wysokości 1 miliarda dolarów. A jeszcze w 2004 roku tygodnik “Wprost” wyceniał Kulczyka na 12,5 miliarda złotych.Janek Kulczyk

Jak ognia unika mediów. Wywiadów nie udziela, zaszczepiając swą nieufność pozostałym współpracownikom. – Po ostatniej publikacji doktor już chyba ostatecznie wyleczył się ze spotkań z dziennikarzami – mówi nam osoba zatrudniona w biurze prasowym Kulczyk Holding. Bynajmniej nie chodzi o publikację odsłaniającą kulisy kolejnej afery, ale o tekst dotyczący jego planów inwestycji na wschodzie. W Polsce spędza mało czasu – częściej można go spotkać podobno w Londynie, Paryżu, albo na stepach Azji Centralnej. Trochę łatwiej, choć to też jest utrudnione, przychodzi prześledzenie szlaków którymi podążają jego pieniądze.

Pieniądze nie śmierdzą

Wszystko zaczęło się jeszcze przed 1989 r., ale nie w Polsce, tylko w Berlinie Zachodnim. Jak lapidarnie ujęli to dziennikarze „Le Figaro”, „jego ojciec Henryk, właściciel przedwojennej spółki export-import, za czasów Gierka przeniósł się do Berlina Zachodniego i utorował drogę synowi do staży w zagranicznych firmach. Mając w kieszeni dyplom z prawa, nauk politycznych i ekonomii młody Kulczyk zakłada w latach osiemdziesiątych jedną z pierwszych spółek joint-ventures.” Po roku 1982, dzięki zmianom w prawie, możliwe stało się zakładanie firm polonijnych. Firma została założona w Komornikach i nazywała się Interkulpol. Handlowała artykułami chemicznymi, kosmetykami i budowlanymi. Przebojem rynkowym tamtych czasów, była pasta BHP, którą sprzedawali Kulczykowie, realizując znaną od wieków maksymę, że pieniądze nie śmierdzą. Na szerokie wody Kulczyk wypłynął właściwie po ‘89 r. W między czasie firma Kulczyk Tradex została przedstawicielem Volkswagena w Polsce. Kulczyk reprezentował też interesy innych niemieckich koncernów – Krupp i Rau. Niemcy zapewne nie żałowali, że związali się biznesowo z Kulczykiem. Już w 1991 roku ma on na koncie naprawdę duży sukces. Udało mu się doprowadzić do podpisania kontraktu z MSW. Kontrakt na dostawę 3 tysięcy samochodów o wartości 150 mln zł, został zawarty bez przetargu. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że dzięki temu kontraktowi niemiecki koncern zainwestował w upadającą fabrykę Tarpana.

Piwna prosperity

Rok 1993, był chyba najlepszym okresem, dla poznańskiego biznesmena. Gdy prywatyzowano Browary Wielkopolskie, minister Janusz Lewandowski zdecydował, że w przetargu mogą brać udział tylko polskie podmioty. We wrześniu właścicielem 40 procent udziałów w tej firmie stała się spółka Euro Agro, kontrolowana przez Jana Kulczyka. Już po miesiącu akcjonariusze podwyższają kapitał. Skarb Państwa nie brał udziału w dokapitalizowaniu spółki, więc Kulczyk stał się większościowym właścicielem. W połowie 1996 r. do browarów wchodzi koncern z RPA – SAB, który przejmuje kontrolę nad browarem. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wcześniej ten sam koncern próbował ubić interes ze Skarbem Państwa, przegrał jednak, bo nie obiecał, tak jak Kulczyk budowy polskiej grypy kapitałowej, wokół browaru. Przez całe lata 90-te właśnie ów argument decydował o powodzeniu biznesowym Jana Kulczyka.

Złamane obietnice

Na wyobraźnię działa zwrot z inwestycji, jaka zwykle osiąga Jan Kulczyk. Za Browary Wielkopolskie zapłacił 20 mln zł. Tajemnicą poliszynela jest to, że podniesienie kapitału w Browarach Wielkopolskich było finansowane z kredytów bankowych. Co więcej płatność za zakup udziałów w BW została rozłożona na raty. W zamian Jan Kulczyk miał wprowadzić browar na giełdę. Nie zrobił tego do dziś.

Jeśli wierzyć słowom Kulczyka, SAB wszedł do spółki obejmując akcje nowej emisji. Gdy już wspólnie z nowym inwestorem Kulczyk przystępował do przetargu na zakup Browarów Tyskich, oferowali 75 mln USD za 52 procent akcji. Z połączenia tych dwóch browarów powstała dzisiejsza Kompania Piwowarska. Polski biznesmen nie ujawnia, jaki udział posiada obecnie w firmie. Udało nam się jednak ustalić, że jest to ok. 30 proc. – Dziś, udział w Kompanii Piwowarskiej Kulczyka przypomina lokatę rentierską. Z inwestycji rzędu 20 mln zł rocznie, na konta firm i fundacji związanych z rodziną Kulczyków trafia w formie dywidendy około 100 mln złotych – mówi nam dziennikarz, który od dawna śledzi dokonania biznesowe poznańskiego biznesmena.

Z Wartą warto

W 1993 roku rozpoczęła się również historia inwestycji Kulczyka w firmę ubezpieczeniową Warta. To jedna z najciekawszych operacji finansowych w jakiej brał udział Jan Kulczyk. W historii tej jest wszystko, zarówno wielkie nazwiska, akcja służb specjalnych, no i oczywiście wielkie pieniądze. Początkowo towarzystwo ubezpieczeniowe Warta należało do państwowych firm, takich jak LOT, Polskie Linie Oceaniczne i Polska Żegluga Bałtycka, zaś większościowy pakiet kontrolował minister finansów. LOT swoje udziały sprzedał Andrzejowi Komornickiemu, byłemu kierowcy rajdowemu i dealerowi opla. Tak powstał pomysł, by akcje przejęli inni działający na rynku importerzy aut. Warta przed 1989 r. miała monopol na ubezpieczenie aut wyjeżdżających na zachód Europy. Jednymi z pierwszych akcjonariuszy prywatnych spółki byli: Paweł Obrębski – diler forda, Janusz Kiliańczyk – renault, Jerzy Starak – alfa romeo i Jan Kluczyk – volkswagen. Z biegiem czasu Kulczyk przejął te udziały. Co ciekawe zastosowano podobny mechanizm jak w przypadku Kompanii Piwowarskiej. Emisje akcji spowodowały, że w momencie wchodzenia spółki na GPW Skarb Państwa posiadał zaledwie 46 proc. walorów firmy. Wraz z wprowadzeniem firmy na giełdę udział skarbu państwa spadł po raz kolejny. Warta była jedyną firmą kontrolowaną przez Jana Kulczyka, która została wprowadzona na giełdę.

Warta musiała podlegać rozmaitym wymogom informacyjnym, jak chociażby ujawnianie swojego akcjonariatu. Po skupieniu większościowego pakietu, Kulczyk Holding przeprowadził jeszcze ze skarbem państwa transakcję odkupienia części udziałów. W 1999 r. za niespełna 20 proc. akcji zapłacono Kulczyk zapłacił 181 mln zł. Po tej transakcji firma Kulczyk Holding wraz z podmiotami zależnymi dysponowała blisko 70 proc. udziałem w spółce. Już rok później w firmie ubezpieczeniowej pojawił się inwestor branżowy. Była to grupa KBC, która objęła akcje nowej emisji spółki. W 2003 r. Kulczykowi udało się doprowadzić do transakcji sprzedaży części udziałów w Warcie, dzięki czemu KBC zyskał większościowy Kulczyka pieniadze nie smierdzaudział w firmie. Co ciekawe wartość transakcji nie została nigdy ujawniona. Spekulowało się jedynie, że było to znacznie więcej, niż 130 mln zł, jakie wynikało z ówczesnej kapitalizacji spółki.

W bieżącym roku misja Kulczyka w Warcie dobiega końca. Kulczyk Holding poinformował 8 marca, że sprzeda posiadane jeszcze 24,61 procent akcji TUiR Warta na rzecz belgijskiej grupy KBC za 400 mln zł. Transakcja powinna być sfinalizowana do końca miesiąca. „Po sfinalizowaniu tej transakcji – i po zakończonym we wtorek wykupie akcjonariuszy mniejszościowych (0,26 proc.) – KBC będzie miała pełną kontrolę właścicielską w Warcie, co umożliwi wszczęcie procedury wyjścia z giełdy” padało w swoim komunikacje KBC.

Pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu czołowe dzienniki pisały, o tym, jak to Jan Kulczyk zamierza tworzyć grupę bankowo-ubezpieczeniową i że chce wziąć udział w prywatyzacji PKO BP.

Pozdrawiam

Archiwum X



Get Adobe Flash playerPlugin by wpburn.com wordpress themes

KUPUJ I SPRZEDAWAJ NA: 2ebay - Online Shopping UK