fundacje a sprawa polska
Jak to jest z fundacjami?
Temat zainteresował mnie dogłębnie, ponieważ udało mi się założyć z kolegą taką organizację. Założenie założeniem – trudne nie jest. Pomijając wiele czasu straconego na bezsensowne oczekiwania, wszystko zawiązuje się nieskomplikowanie.

Chciałam, żeby nasza Fundacja była pozytywna, waleczna i skupiająca tych, co bez bicia się nie poddają;). Wymyśliłam logo. Nie chciałam, żeby było frazesem typu: słoneczko, serduszko, uśmiechnięta buzia. Nie chciałam części ciała, komórek nerwowych, mózgów, serc, pomocnych dłoni. Chciałam, żeby nasze logo świadczyło o nas, pokazywało jacy jesteśmy, że jesteśmy młodzi i mamy „nerwa” do walki dla sprawy.
W naszym logotypie człowiek przeskakuje wózek inwalidzki. Wybija się z niego. Z energią ku zdrowiu. Bo to nie fair, że młodzi muszą iść na rentę zamiast rozwijać zainteresowania, możliwości, umiejętności.
Spróbowałam pokusić się o przejrzenie „rynku” w tym temacie. Przekonałam się bardzo szybko, że fundacji jest niezwykle dużo. O lwiej ich części nigdy nie słyszałam. Warto wspomnieć, że fakt, iż nazwa fundacji nie obiła mi się nawet o uszy jest w tym przypadku istotny. Nie jestem górnikiem, który dziwi się, że nie słyszał opinii o nowej kolekcji Ewy Minge. Jestem byłym pracownikiem organizacji pozarządowej, interesuje mnie co się dzieje w „branży charytatywnej”.
Szukając swego czasu organizacji, która wspomogłaby moje leczenie, co i rusz, trafiałam na ścianę. Aby uzyskać pomoc finansową należało pokonać szereg obwarowań, aby w efekcie dowiedzieć się, że powodzi mi się za dobrze i pomocy nie dostanę.
I tu napotykamy problem trudny do rozwiązania. Bo: zawsze mi się wydawało, że jeśli ktoś ubiega się o pomoc finansową w fundacji, to oznacza to, że środków finansowych nie ma. Z moich obserwacji wynika, że jeśli ktoś ma pieniądze na lek, to po prostu go kupuje. Bogaci nie zwracają się do fundacji o pomoc. A jednak. Trzeba by uprościć procedury rozpatrywania wniosków…To takie…niefajne, udowadniać, że nie ma się pieniędzy. Przecież gdybym wtedy miała, to bym nie przyszła.
Zaczęłam czytać statuty fundacji i sprawdzać, co tak naprawdę mogą pomóc. No i tu też trochę smętnie to wygląda, bo większość z nich, niestety, mówiąc eufemistycznie – za dużo nie może.
Najczęściej działalność fundacji sprowadza się do szerzenia wiedzy na temat danego schorzenia. No i fantastycznie. To też jest potrzebne. Tyle tylko, że jeśli fundacja podaje informacje z polskich stron internetowych, to po co to robi? Też mam rączki, też sobie mogę znaleźć. Będąc fundacją warto pokusić się o to, co łatwo dostępne dla wszystkich nie jest – chociażby przetłumaczyć doniesienia z obcych języków. Na tym między innymi chciałam budować pomoc „niefinansową”. Fajnie byłoby, żeby fundacja mogła dać coś od siebie chorym.
My zdecydowaliśmy się zorganizować centrum rehabilitacji. Temat niby bardzo popularny, bo rehabilitacji wszędzie dużo. Tak się wydaje, przyglądając się sprawom dokładniej przekonałam się, że nie ma szans na skorzystanie z najnowocześniejszych, najskuteczniejszych metod. Rozwiązania najskuteczniejsze na świecie, w Polsce są prawie nieznane. I też kolejna nisza, którą nasza fundacja NEURO-WITA chce się zająć. To, że najskuteczniejsze, wcale nie znaczy, że najdroższe.
Widzę, że dużo roboty przed nami. Oferuję potencjalnym sponsorom to, co mogę – pozytywny PR i możliwość reklamy. Opiekować się fundacją, której patronuje waleczna czarna Anna to zaszczyt
O tym spróbuję przekonać sponsorów. Chcieć to móc, prawda?
Pokrewne posty:



