Świadkowie Jehowy Wikipedia
Świadkowie Jehowy (pełna nazwa: Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy) – restoracjonistyczny związek wyznaniowy głoszący, że jedynym Bogiem jest Jehowa i przekonany o zbliżającym się Armagedonie. Świadkowie Jehowy są zaliczani do tzw. nurtu badackiego (zob. Badacze Pisma Świętego), należącego do wyznań millenarystycznych. Ruch został zapoczątkowany przez Charlesa T. Russella w 1872 r. w Pensylwanii (USA). Obecnie liczy około 7,3 miliona członków.
Świadkowie Jehowy są znani z działalności ewangelizacyjnej i swoich publikacji (najbardziej znane: “Strażnica” oraz “Przebudźcie się!“). W Polsce zarejestrowani jako: Strażnica – Towarzystwo Biblijne i Traktatowe – Zarejestrowany Związek Wyznania Świadków Jehowy.
Świadkowie Jehowy mają organizację zarządzaną w sposób określany przez nich jako teokratyczny; składają się na nią instytucje prawne i biura Oddziałów. Na instytucje prawne składa się “Pensylwańskie Biblijne i Traktatowe Towarzystwo Strażnica“, do którego należą prawa autorskie publikacji Świadków Jehowy, “Zarejestrowane Nowojorskie Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica” zarządzające majątkiem oraz inne korporacje.
Nad kwestiami religijnymi czuwa Ciało Kierownicze Świadków Jehowy (liczba członków zmienia się, ale zwykle liczy ono kilkunastu członków), decydujące we wszystkich sprawach doktryny i organizacji. Ciału Kierowniczemu podlega 6 komitetów regionalnych, nadzorujących biura oddziałów z komitetami oddziałów na czele. Oddziały (obecnie 118) dzielą się na okręgi (nadzorowane przez nadzorców okręgów), które dzielą się z kolei na obwody (nadzorowane przez nadzorców obwodów). W obwodzie istnieje zwykle około 20 zborów (których jest aktualnie na świecie 105 298), nadzorowanych przez starszych zboru, którzy do pomocy mają sług pomocniczych.
W Polsce biuro oddziału mieści się w Nadarzynie koło Warszawy. Podmiotem reprezentującym Świadków Jehowy w Polsce jest “Strażnica – Towarzystwo Biblijne i Traktatowe, Zarejestrowany Związek Wyznania Świadków Jehowy w Polsce“.
Według własnych statystyk[4][5] w sprawozdaniu za rok 2009 maksymalnie 7 313 173 głosicieli, tj. osób, które systematycznie prowadzą służbę kaznodziejską, ochrzczonych i nieochrzczonych w 15 298 zborach. W Polsce liczba ta wyniosła maksymalnie 126 518 (przeciętnie: 125 679) w 1813 zborach. Szacuje się, że podczas jedynego w roku święta religijnego świadków Jehowy – Pamiątce śmierci Jezusa Chrystusa, było obecnych w 2009 roku 18 162 323 osoby na całym świecie. W Polsce 210 945 Świadków Jehowy, osób zainteresowanych ich wiarą oraz innych zaproszonych.
Świadkowie Jehowy są najszczęśliwszym ludem na ziemi. Psychiatrów potrzebujemy mniej niż ktokolwiek inny – piszą w swoim Awale! z 22 maja 1960 roku. A jak jest naprawdę?
Świadkowie Jehowy są sektą hermetyczną i bardzo dbają oto, by na zewnątrz być postrzeganymi jak najkorzystniej. Jeżeli któryś z ich członków popełni karygodny uczynek, który widzieli ludzie spoza sekty –
ulega wykluczeniu !!!!!
z ich społeczności. Gdy nikt obcy tego nie widział – wystarczy tylko upomnienie.
Świadkowie Jehowy propagują swój obraz jako ludu bogobojnego i bardzo szczęśliwego. Wmawiają poczucie szczęścia swoim członkom przez odpowiednie publikacje, na przykład na temat szczęścia rodzinnego. Dokładają też wszelkich starań, aby na zewnątrz sekty przedstawiać siebie jako zadowolonych i szczęśliwych. Świadkowie Jehowy są najszczęśliwszym ludem na ziemi. Psychiatrów potrzebujemy mniej niż ktokolwiek inny – piszą w swoim Awake! [1] z 22 maja 1960 roku. A jak jest naprawdę?
W rzeczywistości problemy psychiczne wśród świadków Jehowy występują bardzo często i to znacznie powyżej przeciętnej. Jednakże badania tego problemu są dość utrudnione przez fakt odradzania członkom przez Towarzystwo Strażnica zasięgania porady specjalistów. Szeregowi członkowie sekty są przekonywani, że niepotrzebna jest im fachowa pomoc psychiatryczna. Zamiast tego doradza się szukanie porady u starszych w zborze. Ci jednak, najczęściej słabo wykształceni – robotnicy lub rzemieślnicy – nie potrafią pomóc, a najczęściej pogłębiają jeszcze problem.
W niewoli świadków Jehowy
Spotykamy ich na ulicy. Pukają do naszych domów. Wydają się życzliwi, oferują pomoc. Potem żądają, by wyrzec się wszystkiego
Jak długo można żyć w ciągłym strachu przed groźnym Bogiem i końcem świata? Ile obelg człowiek jest w stanie znieść i po jakim czasie zaczyna się czuć jak zaszczute zwierzę? Edyta wytrzymała kilka lat. A potem uciekła. Zostawiła własną matkę i przeprowadziła się do ojca, którego dawniej nienawidziła za to, że od nich odszedł. Dziś już wie, jak ciężko mu było. Bo wcale nie przestał ich kochać ani nie znalazł sobie innej kobiety. Po prostu nie mógł wytrzymać z mamą. Pokochał ją, gdy była normalną, wesołą, ciekawą świata dziewczyną. Kiedy została świadkiem Jehowy, zmieniła się. Wszystko inne przestało się dla niej liczyć. “Bracia i siostry” ze zboru przekonali ją, że wkrótce będzie straszna wojna, Armagedon, w której wszyscy zginą. Zmartwychwstaną tylko ci, którzy przyjmą jedyną prawdziwą wiarę. Dlatego była im ślepo posłuszna. Jej córkę też zarazili lękiem przed groźnym Jehową. “Chyba nigdy się od niego nie uwolnię. Boję się, że umrę i tak jak inni grzesznicy spłonę w ogniu. W nocy mam koszmary” – mówi Edyta.
Lepszy świat? 
“Kiedyś byliśmy szczęśliwi” - opowiada z lekkim uśmiechem dziewczyna. “Malowaliśmy pisanki na Wielkanoc, w grudniu ubieraliśmy choinkę i śpiewaliśmy kolędy… Było normalnie, jak w każdym polskim domu. Później się to skończyło – świadkom Jehowy nie wolno robić takich rzeczy”. Zanim mamę Edyty zafascynowała nowa religia, można było porozmawiać z nią o wszystkim. Potem zaczął liczyć się tylko Jehowa oraz “bracia i siostry” ze zboru. Byli nadzwyczaj mili, mówili, że zawsze będzie mogła na nich liczyć. Wydawali się lekiem na całe zło świata. Mówiła o nich z takim entuzjazmem, że i Edyta zapragnęła się do nich zbliżyć. Ojciec czuł niepokój. Próbował ratować rodzinę, która na jego oczach była wchłaniana przez sektę. Skończyło się rozwodem i zerwaniem kontaktów. Córka, nie rozumiejąc, o co mu chodziło, obwiniała go o rozpad małżeństwa rodziców. Nie widziała jeszcze ciemnych stron przyszłego życia i z niecierpliwością czekała na swój chrzest. “Gdy do niego doszło, byłam wzruszona. Wszystko nagle stało się oczywiste, a moje życie nabrało sensu. Przepełniała mnie euforia i siła. Wiedziałam, że nie jestem już sama. Wszyscy ‘bracia i siostry’ mieli mnie w swoich sercach, zniknęła samotność i bezradność, jaką czułam po rozwodzie rodziców. Na egzamin dopuszczający do chrztu składało się 400 pytań. Teraz patrzę na to jak na pranie mózgu” - opowiada Edyta. “Trzeba było wyprzeć się wszystkiego, co wcześniej było ważne, bo odtąd liczyła się tylko służba Panu”.
Odrzucona
Wkrótce życie Edyty zmieniło się o 180 stopni. Zadaniem tych, którzy przyjęli chrzest, jest nawracanie błądzących bliźnich, którym nie dane było zetknąć się z ”jedyną prawdziwą wiarą”. I to jest najważniejsza działalność Jehowitów. “Mama poświęcała głoszeniu prawie każdy wieczór. Robiła to też w pracy, w podróży, w poczekalni u lekarza. Chyba miała przez to coraz większe kłopoty w firmie. Jej dawne przyjaciółki przestały ją odwiedzać, przychodziły do nas tylko ’siostry’ ze zboru. Nie były już takie miłe jak przed chrztem. Wręcz przeciwnie. Ode mnie żądały, żebym głosiła wiarę w szkole. Próbowałam i przez to wszyscy się ode mnie odsunęli. Prawie nikt ze mną nie rozmawiał. Rodzice mojej przyjaciółki zabronili jej mnie odwiedzać, żeby nie została przez nas zwerbowana. Zaczęłam się czuć jak trędowata. Kiedyś przyszły do mnie dwie koleżanki z klasy - tylko dlatego, że miałam drukarkę, a one musiały wydrukować materiały do referatu. Nie zdążyłam nawet zaproponować im nic do picia, a mama już wręczyła im po egzemplarzu ‘Strażnicy’. Następnego dnia w szkole za plecami słyszałam śmiechy. Ludzie pytali mnie, czy dostajemy pieniądze za nawracanie ludzi, ile nam zapłacili za przystąpienie do Jehowitów. Kiedy byłam tak masowo atakowana, tym mocniej lgnęłam do ‘braci i sióstr’ ze zboru, chociaż zorientowałam się już, że oni nie mają mi nic do zaoferowania, będą tylko żądać więcej i więcej. Powoli zaczęłam zauważać, że ta nowa wiara zamiast wzbogacać moje życie, zabiera mi wszystko. Kiedyś pomyślałam, że mam 16 lat i chyba nigdy nie znajdę sobie chłopaka. Dlaczego? Musiałby to być ktoś ze zboru, a tam byli sami albo nieciekawi, albo dużo ode mnie starsi. Podobał mi się pewien chłopak ze szkoły, ale był katolikiem, więc mama nie zaakceptowałaby go” - mówi Edyta.
Tylko zakazy
“Jehowa zabrał mi też mamę. Zaczęłyśmy oddalać się od siebie. Przestałyśmy gadać na wesoło, niepoważnie, żartować. Był jeden temat: Bóg, Biblia, wiara. Ile można?”. Gdy Edyta powiedziała mamie, że w przyszłości chciałaby zdawać na polonistykę, usłyszała, że studia to strata czasu, który trzeba wykorzystać na głoszenie, a poza tym na filologii polskiej analizuje się Biblię w niedozwolony sposób. O udziale w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy dziewczyna nawet jej nie powiedziała. Nie chciała znowu usłyszeć, że oddała innym swój czas, który należy do Jehowy. Zastanawiała się, czy słusznie potępiła ojca za to, że odszedł. Zaczynała go rozumieć i tęsknić za nim. “Wspominałam ostatnią Wigilię z tatą. Życzył wtedy sobie, żebyśmy spotkali się w tym samym składzie za rok. Sądziłam, że tylko tak mówi… Teraz dopiero rozumiem, co miał na myśli”.
Słowo jak kamień
Ogromnym ciosem dla Edyty była śmierć jej dziadka i to, co stało się później. “Świadkom nie wolno uczestniczyć w pogrzebach osób innej wiary. Mimo to chciałam pojechać, bo kochałam dziadka. Mama mi zabroniła i na wszelki wypadek zamknęła mnie w pokoju. Przez kilka godzin nie pozwalała mi nawet wyjść do łazienki”. To jeszcze nie było najgorsze. Wiele osób pytało Edytę, dlaczego popiera ludzi, którzy nie zgadzają się na transfuzję krwi, nawet w przypadku zagrożenia życia. Gdy tłumaczyła, widziała niechęć. “Na ten temat też rozmawiałam z mamą” - relacjonuje łamiącym się głosem. Na pytanie, co by zrobiła, gdyby Edytę mogła ocalić tylko transfuzja, jej matka odpowiedziała: “Wolałabym, żebyś umarła, niż żebyś miała zostać na wieki potępiona”. I to był moment przełomowy. “Od razu po zakończeniu roku szkolnego pojechałam do taty. Mieszkam z nim od dwóch miesięcy i czekam na mamę, myślę o niej. Chcę ją odzyskać, ale taką, jaka była dawniej. Tylko… nie wiem, czy po mnie przyjedzie, bo ze zboru jestem już wykluczona. A z wykluczonymi nie wolno rozmawiać”. Edyta zaczyna płakać. “Napisałam jej, gdzie jestem. Nawet nie zadzwoniła. Ja już dla niej nie istnieję. Teraz jest tylko Jehowa…”.
Ilu jest, ilu ucieka..
Organizacja świadków Jehowy liczy ok. 7.3 mln członków na świecie.
W Polsce jest ich około 130 tys. Każdego roku w naszym kraju 3,5 tys. osób odchodzi z szeregów tej grupy.
Świadkowie Jehowy nie wierzą w istnienie duszy ludzkiej po śmierci. Do oddawania czci Bogu nie wolno używać im świętych obrazów
Związek Wyznania Świadków Jehowy istnieje w naszym kraju od 1925 r. Został zarejestrowany w maju 1989 r. W czasie okupacji świadkowie Jehowy szli do obozów koncentracyjnych razem z katolikami np. za odmowę pracy w fabrykach zbrojeniowych. Po wyzwoleniu do 1949 r. pozostawali poza kontrolą władz państwowych, skupiając w swoich szeregach ponad 10 tysięcy członków. Lata 50. przyniosły falę prześladowań, organizacja została zdelegalizowana. Po 1956 r. zaczęto ją rehabilitować. Był czas, że świadków ceniono jako solidnych pracowników.

